Debata nad raportem i wejście na mównicę
Sprawa dotyczyła punktu sesji poświęconego raportowi o stanie Powiatu Kolbuszowskiego. Tomasz Buczek, europoseł z Kolbuszowej Górnej, chciał zabrać głos w debacie. Przypomnijmy, że jest on zaangażowany w inicjatywę referendalną dotyczącą odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego oraz starosty Józefa Kardysia.
Gdy Buczek wszedł na mównicę, przewodniczący rady Mieczysław Burek wyjaśnił, dlaczego - jego zdaniem - nie może udzielić mu głosu w tym trybie.
Przewodniczący: mieszkańcy muszą spełnić wymogi
Mieczysław Burek powołał się na ustawę o samorządzie powiatowym oraz Statut Powiatu Kolbuszowskiego.
Jak mówił, w debacie nad raportem o stanie powiatu głos mogą zabierać radni oraz mieszkańcy powiatu. Zaznaczył jednak, że mieszkaniec, który chce wystąpić w takiej debacie, musi wcześniej złożyć pisemne zgłoszenie poparte odpowiednią liczbą podpisów.
W przypadku powiatu liczącego do 100 tys. mieszkańców wymagane jest co najmniej 150 podpisów.
Przewodniczący poinformował, że do dnia sesji do dyskusji nad raportem nie zgłosił się żaden mieszkaniec.
„Poseł do PE nie ma prawa z urzędu”
Burek argumentował dalej, że przepisy nie dają posłowi do Parlamentu Europejskiego automatycznego prawa do zabierania głosu w debacie nad raportem o stanie powiatu.
Jak tłumaczył, posłowie do Parlamentu Europejskiego, posłowie na Sejm czy senatorowie nie posiadają z urzędu prawa do występowania na sesjach rady powiatu, jeśli nie są jej członkami.
Według przewodniczącego, europoseł mógłby zabrać głos jako mieszkaniec, ale tylko po spełnieniu tych samych wymogów formalnych, które obowiązują innych mieszkańców. Chodzi o pisemne zgłoszenie i wymaganą liczbę podpisów złożone przed sesją.
Mieczysław Burek stwierdził, że udzielenie głosu bez zachowania tej procedury mogłoby stanowić naruszenie prawa i zostać zakwestionowane przez wojewodę.
Buczek: „Pan knebluje usta mieszkańcom”
Z takim stanowiskiem nie zgodził się Tomasz Buczek.
- Nie zgadzam się z pana opinią. Ja reprezentuję dziś mieszkańców - mówił europoseł.
Zarzucił również władzom powiatu, że sesja została zorganizowana w godzinach, które utrudniają mieszkańcom udział w debacie.
- Pan dzisiaj knebluje usta mieszkańcom, bo dzisiaj są mieszkańcy w pracy, zorganizowaliście tę sesję w takich godzinach, aby nie mogli w niej uczestniczyć - mówił Buczek.
Po chwili mikrofon europosła został wyłączony.
Ostra reakcja przewodniczącego
Dyskusja między europosłem a przewodniczącym rady zrobiła się gorąca. Mieczysław Burek apelował do Tomasza Buczka o zachowanie spokoju i kultury.
- Niech się pan zachowuje kulturalnie, jak przystało na posła do PE. Panie pośle, zachowuj się pan jak człowiek. (...) Niech pan spokojnie stoi. Szanuję pana, pana dobytek i pana uśmieszek taki piękny i ładny, panie pośle bardzo mi się pan podoba. Ja pana informuję, że udzielę panu głosu ale w innym terminie. W tym trybie panu nie udzielę głosu bo złamię prawo i będę karany. (...) To jest pana wykładnia - powiedział przewodniczący.
Dwa różne spojrzenia na procedurę
Z jednej strony przewodniczący rady przekonywał, że musi trzymać się zapisów ustawy i statutu, bo debata nad raportem ma ściśle określony tryb. Z drugiej strony Tomasz Buczek twierdził, że jako europoseł i osoba zaangażowana w sprawy powiatu powinien mieć możliwość zabrania głosu.
Spór dotyczył więc nie tylko samego wystąpienia, ale także szerszego pytania: kto i na jakich zasadach może uczestniczyć w debacie o stanie powiatu.
W tle referendum
Cała sytuacja rozegrała się w czasie, gdy trwa zbiórka podpisów pod inicjatywą referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego i starosty Józefa Kardysia.
Tomasz Buczek po sesji zarzucił władzom powiatu unikanie dyskusji, a przewodniczącemu rady blokowanie głosu mieszkańców. Z kolei przedstawiciele władz powiatu podkreślają, że działają zgodnie z przepisami i procedurami.
Jedno jest pewne: polityczna temperatura wokół starostwa rośnie, a czwartkowa sesja pokazała, że najgorętsze dyskusje w tej sprawie dopiero przed nami.
Komentarze (0)