Choć dziś Jarosław kojarzy się ze spokojnym, podkarpackim miastem, 400 lat temu tętnił życiem niczym współczesne giełdy światowe. W XVI i XVII wieku tutejsze jarmarki ustępowały sławą jedynie Frankfurtowi nad Menem. Wyobraźmy sobie 3-tysięczne miasteczko, do którego nagle zjeżdża dziesięć razy tyle gości – blisko 30 tysięcy ludzi z Europy, Azji i Afryki. Pamiątką po tym „złotym wieku” są kilometry korytarzy i magazynów, które dziś stanowią unikatową atrakcję turystyczną.
Dwie drogi, dwie opowieści
Przy jarosławskim rynku na turystów czekają dwie zupełnie inne trasy:
-
Podziemne Przejście Turystyczne (Rynek 4, 5, 6): To opcja dla fanów nowoczesności. Pod dawnymi kamienicami rodów Orsettich czy Attavantich stworzono multimedialną ścieżkę edukacyjną. Na niespełna 200 metrach przejdziemy przez 11 sal, gdzie interaktywne ekrany pozwalają „zbudować” koło garncarskie, przymierzyć wirtualny strój kupca czy spłynąć łodzią do Gdańska. Zobaczymy tu też „design sprzed 300 lat”, jak gliniana patelnia z nieparzącą rączką, oraz dowiemy się, że Jarosław był największym w Rzeczpospolitej importerem szafranu i przypraw korzennych.
-
Podziemna Trasa Turystyczna im. prof. Feliksa Zalewskiego (Rynek 14): To miejsce dla poszukiwaczy autentyzmu. Pod Kamienicą Rydzikową schodzimy niemal 9 metrów w dół, aż na trzeci poziom piwnic. Trasa jest surowa, z oryginalną ceglaną zabudową, na której wciąż widać odciski palców dawnych rzemieślników. Panuje tu stała temperatura około 8 stopni Celsjusza – dawniej mieściły się tu lodownie.
Genius loci: Dlaczego właśnie tutaj?
Jarosław swój sukces zawdzięczał przywilejom królewskim – król Władysław Warneńczyk uczynił go miastem składowym i główną komorą państwa. Kupcy nie mogli ominąć Jarosławia pod groźbą utraty towaru. To tutaj stykali się handlarze z całego świata, spędzając pod mury miasta nawet 20 tysięcy koni i 40 tysięcy wołów podczas sierpniowych targów. Wielokulturowość widać do dziś w architekturze – od ormiańskich zdobień po włoskie detale kamienic.
Od widma katastrofy do turystycznej perły
Podziemny labirynt, który niegdyś budował potęgę miasta, w XX wieku niemal doprowadził do jego upadku. Piwnice zaczęły się walić, a domy pękały – miastu groziła największa katastrofa budowlana w dziejach Polski.
Ratunek nadszedł w 1954 roku wraz z grupą naukowców z krakowskiej AGH pod wodzą prof. Feliksa Zalewskiego. To oni orzekli, że starówkę trzeba ratować metodami górniczymi. Profesor Zalewski od początku widział w tych korytarzach potencjał turystyczny, dzięki czemu dziś możemy bezpiecznie spacerować korytarzami, którymi niegdyś toczono beczki z winem i miodem.
Ciekawostki z głębin
-
Kości mamuta: Pod ziemią natkniemy się na fragmenty kłów mamutów odnalezione nad brzegiem Sanu.
-
Mroczny zawód: Na historycznej trasie dowiemy się o losach jarosławskich katów – fach ten był ceniony przez włodarzy, ale przeklęty przez lud, do tego stopnia, że skazane kobiety wolały śmierć niż małżeństwo z oprawcą.
-
Eter pod ziemią: Dziedziniec Kamienicy Rydzikowej posłużył Krzysztofowi Zanussiemu jako plan zdjęciowy do filmu „Eter”.
Wizyta w jarosławskich podziemiach to coś więcej niż spacer piwnicami. To zrozumienie siły handlu, który stworzył to miasto, i kunsztu inżynierów, którzy je ocalili. Jeśli planujecie podróż, pamiętajcie o rezerwacjach w Centrum Informacji Turystyczno-Kulturalnej (tel. +48 16 624 89 89). I koniecznie zabierzcie bluzę – na trzech piętrach pod ziemią historia potrafi powiać chłodem.
Komentarze (0)