Wiosenny spacer w lesie to dla wielu z nas okazja do bliskiego kontaktu z naturą. Niejednokrotnie zdarza się, że naszą uwagę przykuwa młoda sarna ukryta w zaroślach lub mały ptak, który nie potrafi jeszcze latać. W głowie rodzi się wtedy myśl: gdzie są rodzice?
Pozorna samotność
Jak wyjaśniają specjaliści, widok samotnego młodego zwierzęcia to wcale nie dowód na tragedię, lecz przemyślana taktyka przetrwania.
– Rozglądamy się zdziwieni, że nigdzie nie ma ich rodziców i myślimy, jak pomóc. Tylko takie młode zwierzaki zazwyczaj wcale nie potrzebują naszej pomocy, a ich dotykanie czy głaskanie może mieć dla nich i ich rodziców opłakane skutki
– przestrzega Kinga Mazur z Nadleśnictwa Kolbuszowa.
W przypadku saren, samica (zwana kozą) celowo pozostawia młode w odosobnieniu, np. w wysokiej trawie. Robi to, by nie przyciągać drapieżników swoim zapachem i obecnością. W pierwszych dniach życia koźlę jest odwiedzane przez matkę jedynie w porach karmienia. Podobnie sytuacja wygląda u ptaków – podloty, które opuszczają gniazdo, często lądują na ziemi lub w niskich krzewach.
Śmiertelne zagrożenie na polach
Niestety, naturalne mechanizmy obronne, które chronią zwierzęta przed drapieżnikami, stają się ich zgubą w starciu z nowoczesnym rolnictwem. Strategia „zastygania” w bezruchu, którą stosują młode sarny czy zające, sprawia, że nie uciekają one przed nadjeżdżającym sprzętem.
To tragiczny bilans każdego maja i czerwca: tysiące młodych zwierząt giną pod kołami traktorów i nożami kosiarek rotacyjnych podczas sianokosów. Ukryte w gęstej, wysokiej trawie maluchy są praktycznie niewidoczne dla operatora maszyny.
Leśnicy i ekolodzy apelują do rolników o czujność i, jeśli to możliwe, płoszenie zwierzyny przed rozpoczęciem prac lub koszenie od środka pola na zewnątrz, co daje dorosłym osobnikom szansę na ucieczkę, a młodym – nadzieję na ocalenie.
Zapach człowieka to wyrok
Największym błędem, jaki możemy popełnić podczas spaceru, jest dotykanie napotkanych zwierząt. Przeniesienie ludzkiego zapachu na młode koźlę może sprawić, że matka porzuci swoje potomstwo.
– Zwierzęta mają różne taktyki przetrwania i doskonale sobie radzą same. Pamiętajmy, żeby nie zabierać młodych zwierząt z lasu, a być może kiedyś spotkamy je jeszcze podczas leśnego spaceru, gdy będą już dorosłe
– podkreśla Kinga Mazur.
Jak się zachować?
Zasada jest prosta: obserwuj, ale nie dotykaj i nie zabieraj. Najlepszą pomocą, jaką możemy zaoferować leśnym maluchom, jest szybkie i ciche oddalenie się z miejsca spotkania. Jeśli jesteś rolnikiem – sprawdź pole przed sianokosem. Pozwólmy naturze działać według jej własnego, sprawdzonego od tysiącleci planu.
Zabranie zwierzęcia z lasu powinno być ostatecznością i dziać się tylko wtedy, gdy mamy pewność, że matka nie żyje (np. zginęła pod kołami samochodu) lub zwierzę jest wyraźnie ranne. W każdym innym scenariuszu – najlepszym ratunkiem jest nasza nieobecność.
Komentarze (0)