- Kiedy kwitnie azalia pontyjska w rezerwacie Kołacznia?
- Azalia pontyjska w Kołaczni. Dlaczego rośnie właśnie tutaj?
- Legenda o Tatarach i azalii pontyjskiej. Ile może być w niej prawdy?
- Dni Kwitnącej Azalii. Dlaczego mieszkańcy wracają tu co roku?
- Rezerwat Kołacznia trzeba chronić. Popularność może być zagrożeniem
- Jak chroni się azalię pontyjską przed innymi roślinami?
- Azalia pontyjska symbolem Nowej Sarzyny. Z tej rośliny zbudowano lokalną tożsamość
W przysiółku Kołacznia niedaleko Nowej Sarzyny sosnowy las szumi jednostajnie. Z drzew dobiega miarowy stukot dzięcioła, a między gałęziami przelatują ptaki. Otaczający rezerwat nowy taras widokowy daje perspektywę na całe niewielkie, piaszczyste wzniesienie. To tutaj, na obszarze niespełna dziesięciu arów, rośnie roślina, której naturalnym środowiskiem są odległe rejony Kaukazu. Naszym przewodnikiem po tym wyjątkowym miejscu jest Agnieszka Kopacz - pracownik Urzędu Miasta i Gminy Nowa Sarzyna.
Azalia pontyjska (Rhododendron luteum), nazywana również różanecznikiem żółtym, od wieków rośnie w podkarpackim lesie. W Europie Środkowej i Zachodniej naturalne stanowisko w Kołaczni jest ewenementem. Kolejne dzikie skupiska tej rośliny znajdują się dopiero na Wołyniu i Polesiu, ponad 300 kilometrów stąd.
„Jesteśmy w miejscu absolutnie wyjątkowym. Wyjątkowym w skali gminy, powiatu, województwa, Polski i w zasadzie całej naszej części Europy” - mówi Agnieszka Kopacz.
Dla lokalnej społeczności ten skrawek terenu stanowi coś znacznie ważniejszego niż tylko botaniczną ciekawostkę. To jedna z najbardziej rozpoznawalnych wizytówek całego regionu.
Kiedy kwitnie azalia pontyjska w rezerwacie Kołacznia?
Przez większą część roku krzew nie przyciąga wzroku. Jest zwyczajny, zielony, wtapia się w leśne tło. To zmienia się wraz z nadejściem wiosny. Nasza azalia zakwita zazwyczaj na przełomie kwietnia i maja. W chłodniejsze lata kwitnienie potrafi przesunąć się na czerwiec.
Wtedy rezerwat przeżywa najbardziej intensywne dni. Przyjeżdżają botanicy, miłośnicy ogrodów i turyści z całego kraju. Przede wszystkim przychodzą jednak mieszkańcy okolicznych miejscowości.
„Nie widać liści, widać tylko jeden wielki żółty kwiat i czuć cudowny i mocny zapach” - opowiada Agnieszka Kopacz.
Słodki aromat niosący się daleko po lesie wyprzedza sam widok. Można powiedzieć, że do rezerwatu dociera się najpierw poprzez węch, później poprzez eksplozję żółtej barwy. Dopiero na końcu przychodzi świadomość, że patrzy się na żywy relikt botaniczny.
Kwitnienie Azalii Pontyjskiej w Rezerwacie Kołacznia. Fot. Urząd Miasta i Gminy Nowa Sarzyna
Azalia pontyjska w Kołaczni. Dlaczego rośnie właśnie tutaj?
Oficjalne wpisanie do botanicznych kartotek nie było pierwszym rozdziałem tej historii. Okoliczni mieszkańcy, chodzący do lasu na grzyby czy po drewno, znali ten dziwny krzew od dawna. Nazywali go po prostu Zielniną.
Partnerem projektu jest Województwo Podkarpackie: www.podkarpackie.eu
Przełom nastąpił na początku XX wieku za sprawą księdza Jana Władysława Szczerbińskiego. Był wikariuszem miejscowej parafii i pasjonatem botaniki. Podczas spacerów po lesie zwrócił uwagę na niespotykaną roślinę. Ściął kilka gałązek z kwiatami i wysłał je do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w celu identyfikacji. Odpowiedź, którą otrzymał była sensacyjna: naukowcy zidentyfikowali próbki jako Azalię Pontyjską - wyjątkową roślinę, której tu nie powinno być.
Dalsza historia w odniesieniu do odkrywcy azalii potoczyła się jednak wyboiście. Ksiądz Szczerbiński został przeniesiony na inną parafię, a o odkryciu dowiedział się kierownik miejscowej szkoły Józef Jędrzejowski. On to poinformował o odkryciu profesora Mariana Raciborskiego. Wybitny botanik przyjechał do Kołaczni i opisał stanowisko w pierwszej oficjalnej publikacji naukowej. W niej też podał informację, że odkrywcą rośliny był Józef Jędrzejowski. To spowodowało, że przez kolejne dziesięciolecia nazwisko księdza Szczerbińskiego niemal całkowicie zniknęło z przekazów historycznych. Dziś lokalni pasjonaci i opiekunowie rezerwatu konsekwentnie przywracają pamięć o duchownym, oddając mu należne miejsce wśród odkrywców.
Legenda o Tatarach i azalii pontyjskiej. Ile może być w niej prawdy?
Wokół przyrodniczego ewenementu wyrosły opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie. Jedna z miejscowych legend bezpośrednio wiąże obecność azalii z najazdami tatarskimi. Według niej na pobliskim kurhanie pochowano Chana, który podobno zginął z ręki mieszkańca pobliskiej Woli Zarczyckiej. Na jego mogile miano posadzić azalię, która z czasem opanowała piaszczyste wzgórze. Źródła historyczne jednak nie podają takiej informacji, co wskazuje, że postać ta ma charakter czysto legendarny.
Rezerwat Kołacznia. Fot. Tomasz Pawęzka
Jest jeszcze inna, bardziej prawdopodobna wersja, którą mogą potwierdzać przekazy historyczne. Obecność Tatarów w tym miejscu wiąże się z najazdami z XVII wieku. Był to czas kiedy to ordy tatarskie łupiły i niszczyły te tereny. W czerwcu 1624 roku (najazd Kantymira Murzy) oraz w 1672 roku gdy został zrabowany ówczesny drewniany kościół w Woli Zarczyckiej, który później (w 1912 roku) przeniesiono do pobliskiej Wólki Niedźwieckiej. W tej legendzie nasiona krzewu mieli sprowadzić sami Tatarzy wraz z paszą (obrokiem) dla koni. Nasiona wysypały się z worków, a roślina znalazła w tutejszej glebie warunki pozwalające jej przetrwać kolejne stulecia. Legendy sprawiają, że rezerwat nie jest jedynie punktem na mapie botanicznej.
Dni Kwitnącej Azalii. Dlaczego mieszkańcy wracają tu co roku?
Dla mieszkańców gminy wizyta w Kołaczni to coroczny rytuał. Od kilkunastu lat organizowane są tu Dni Kwitnącej Azalii. Ich dokładny termin wyznacza sama natura. Wszystko zależy od tego, kiedy pąki pękną i jaka będzie pogoda.
Wokół krótkiego spektaklu kwitnienia wyrosła lokalna tradycja. W gminie odbywają się pikniki rodzinne, aktywności dla dzieci i młodzieży, a od kilku lat także Bieg o Kwiat Kwitnącej Azalii. Na miejscu czekają też leżaki i strefa odpoczynku.
„To oaza spokoju i wyciszenia. Fantastyczne miejsce do odpoczynku i spojrzenia na przyrodę z zupełnie innej perspektywy” - podkreśla Agnieszka Kopacz.
Gdy rezerwat odwiedził znany ogrodnik Hubert Lamański, do Kołaczni zjechały osoby z różnych stron kraju. Mieszkańcy sami stają się naturalnymi przewodnikami. Wiedzą dokładnie, w którym tygodniu maja zapach jest najintensywniejszy i dlaczego ten skrawek lasu wymaga ochrony.
Rezerwat Kołacznia trzeba chronić. Popularność może być zagrożeniem
Popularność stwarza jednak zagrożenie. Krzew nie może stać się ofiarą własnego uroku. Teren rezerwatu ogrodzono i objęto stałym monitoringiem, co chroni delikatne pędy przed wykopywaniem, łamaniem i zrywaniem.
Potrzeba ochrony wychodzi także od samych mieszkańców. Gdy niedawno pojawiły się zgłoszenia o motocyklistach wjeżdżających w pobliże chronionego obszaru, reakcja lokalnej społeczności była natychmiastowa.
Ogrodzenie oraz nowy podest widokowy w rezerwacie Kołacznia. Fot. Tomasz Pawęzka
Ochrona nie sprowadza się wyłącznie do ogrodzenia. Azalia musi stale konkurować z innymi, bardziej ekspansywnymi gatunkami. Terenem opiekuje się emerytowany leśnik Grzegorz Wójcik. Dba o to, by jarzębina, czeremcha czy sosna nie zagłuszyły krzewów. Prowadzone przez niego delikatne cięcia pielęgnacyjne ograniczają nadmierne rozprzestrzenianie się samosiejek.
Jak chroni się azalię pontyjską przed innymi roślinami?
Od kilku lat gmina stara się zabezpieczyć azalię również poza jej naturalnym stanowiskiem. W ramach autorskiego projektu „Azalia” z rezerwatu pozyskiwane są nasiona. Zgodę na ich pobór Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wydała po raz pierwszy w 2017 roku, a pozwolenia są cyklicznie odnawiane. Z zebranych nasion hodowane są certyfikowane sadzonki.
Powołano trzy dedykowane szklarnie:
- przy szkole podstawowej w Woli Zarczyckiej,
- przy liceum w Nowej Sarzynie,
- na Uniwersytecie Rzeszowskim.
Każda wyhodowana roślina otrzymuje indywidualny numer i certyfikat. Do tej pory wydano ich około 110. Młode siewki zaczynają swoją drogę w szkole podstawowej, starsze trafiają do liceum, a najbardziej dojrzałe egzemplarze do szklarni uniwersyteckiej.
Wiosną w Rzeszowie powstały ogrody tematyczne, z których jeden poświęcono w całości azalii pontyjskiej. Podobna kwatera działa na terenie Nadleśnictwa Leżajsk, a w planach są kolejne lokalizacje. Dzięki temu Kołacznia z czasem przestanie być jedynym miejscem, gdzie można zobaczyć tę roślinę, choć na zawsze pozostanie kolebką jej podkarpackiej historii.
Azalia pontyjska symbolem Nowej Sarzyny. Z tej rośliny zbudowano lokalną tożsamość
Nowa Sarzyna jest młodym miastem i młodą gminą. Nie ma tu wielowiekowych zamków ani pałaców wpisanych do standardowych przewodników. Dlatego azalia stała się dla niej cechą tożsamości.
„Azalia to nasz naturalny symbol, wokół którego budujemy turystykę i promocję regionu” - podsumowuje Agnieszka Kopacz.
Projekt rozwija się dzięki współpracy samorządu, uczelni, szkół, leśników i funduszy ochrony środowiska. Prowadzone są warsztaty, plenery malarskie oraz akcje edukacyjne. Wystarczy rodzina z sąsiedniej wsi przychodząca tu co roku albo lokalny gospodarz, który przejeżdżając obok, dogląda, czy w rezerwacie panuje spokój. Tutaj natura nie potrzebuje hektarów. Wystarczy jej niespełna dziesięć arów, kilka starych krzewów i ludzie, którzy potrafią się na chwilę zatrzymać.
Posłuchaj rozmowy z Agnieszką Kopacz:
Komentarze (0)